Zanim zdecydujesz się na psa

Zanim zdecydujesz się na psa



Na każdym blogu związanym ze zwierzętami i w poradnikach dotyczących wychowywania szczeniąt przy temacie typu: "Pierwszy pies w domu?", "Jaką wybrać rasę?" czy "Co zrobić zanim pojawi się nowy domownik?" przeczytacie, że decyzja o adopcji/kupnie psa nie może być pochopna i podjęta pod wpływem emocji. Niby powinno być to logiczne i dla wszystkich zrozumiałe. Przepełnione schroniska przemawiają jednak, za tym że tak nie jest.

Kilka lat temu, po zobaczeniu pokazu agility, zafascynowały mnie Border Collie. Nie odstraszyły mnie artykuły na temat ich żywiołowości. Przekonana byłam, że podołam ich wymaganiom - wielogodzinnym spacerom i urozmaiconym zajęciom. Oglądając coraz to więcej filmików i śledząc blogi borderowych właścicieli, upewniałam się, że to właśnie jest pies moich marzeń. Nic się nie zmieniło. Nadal, kiedy ktoś pyta mnie jaką rasę bym wybrała, odpowiadam, że BC. A jednak cieszę się ogromnie, że nie doszło do jego kupna. Dziś wiem, że chociaż kochałabym swojego bordera, to ze względu na tryb życia, nie mogłabym uczynić go w pełni szczęśliwym.

Jeżeli jesteś jeszcze przed podjęciem decyzji o adopcji czy kupnie psa, zastanów się czy jesteś na niego gotowy.

O CZYM MUSISZ WIEDZIEĆ ZANIM ZDECYDUJESZ SIĘ NA PSA?

  • Każde szczenię w końcu urośnie, a w przyszłości się zestarzeje. Mała puchata kulka z przewiązaną u szyi kokardką już wkrótce zacznie nabierać właściwe sobie rozmiary. Decydując się na psa, weź pod uwagę wygląd dorosłego osobnika. Pamiętaj, że słodkim szczeniaczkiem  będziesz cieszył się maksymalnie przez pół roku.
  • Stajesz się za niego odpowiedzialny na 10 do 16 lat. Rozumiem, że w tym momencie, możesz sobie pozwolić na psa, skoro taki pomysł przyszedł Ci do głowy, ale zastanów się w jakim miejscu będziesz za rok? Za pięć lat? Za piętnaście? Bierzesz pod uwagę, że musisz zapewnić mu opiekę przez tak długi okres czasu? Dzień w dzień. Święta. Weekendy. Urlopy. Wyjazdy. Czy masz kogoś komu możesz powierzyć opiekę nad nim w czasie Twojej nieobecności lub czy będzie Cię stać na hotel dla zwierząt? Czy jeżeli okoliczności życia sprawią, że nie będziesz mógł się nim dłużej zajmować, zrobisz wszystko aby znaleźć mu nowy DOBRY dom?
  • Psy chorują. Czasem są to nieuleczalne choroby, wiążące się z olbrzymimi kosztami. Gdyby zachorował mój pies byłabym w stanie sprzedać aparat. A Ty? Sprzedałbyś swój samochód?
  • Koniec z wylegiwaniem się w weekendy! Pies nie pyta czy to poniedziałek, środek tygodnia czy może sobota. Nie bierze też pod uwagę, że zaspałeś i spóźnisz się do pracy, albo wróciłeś z imprezy nad ranem i pęka Ci głowa. Musisz wyjść na poranny spacer, nie ma przebacz.


Jeżeli nie udało mi się Cię zniechęcić to możesz zacząć się rozglądać za czworonożnym przyjacielem. Jeśli jednak coś Cię zastanowiło, przestraszyło, czegoś wcześniej nie wziąłeś pod uwagę, przemyśl raz jeszcze, czy będziesz odpowiedzialnym opiekunem, zanim skrzywdzisz zwierzę niewłaściwą decyzją.

Na zdjęciu buldożek francuski z Niesfornej Sfory.



Witajcie w 2017 - Co zamiast postanowień?

Witajcie w 2017 - Co zamiast postanowień?




2016 okazał się jednym z najważniejszych lat mojego życia. Był to zarazem najlepszy, jak i najgorszy rok. Lekcje, które mi zaserwował nie były łatwe, lecz nauka którą z nich wyniosłam pozwoliła wyciągnąć odpowiednie wnioski, co z pewnością zaaowocuje w przyszłości. Nie będzie noworocznych postanowień. Nie było w tym roku żadnych, a do tej pory z pewnością złamane zostałyby wszystkie. Piszę to, aby podzielić się z Wami najważniejszymi doświadczeniami i lekcjami ubiegłego roku.

LEKCJA 1:
NIE PODDAWAJ SIĘ KIEDY ROBI SIĘ TRUDNIEJ NIŻ PRZYPUSZCZAŁEŚ.

Za każdym razem, kiedy w moim życiu musiałam się podjąć czegoś nowego czułam strach przed nieznanym. Dochodziłam do pewnych momentów, a kiedy zaczynały się schody, nie chciałam podążać dalej. Jeżeli chcesz wejść na szczyt to idziesz w dół czy pod górkę? A więc właśnie! Skoro idziesz pod górę, często z bagażem, bo to przecież długa podróż, to nigdy nie będzie łatwo. Przypuszczam, że każde z Was, tak jak ja, stanęło, bądź kiedyś stanie, przed dylematem - mimo przeszkód iść w zaparte, czy poddać się na starcie. Towarzyszyły temu zapewne wątpliwości, jakie korzyści będzie miało zaciśnięcie w tym momencie zębów i przetrwanie w kluczowym momencie. Kiedy nadchodzi dzień w którym mówisz sobie NIE DAM RADY, pomyśl, co stracisz, gdy teraz przerwiesz? Przede wszystkim nigdy nie dowiesz się, co by było gdybyś jednak wytrzymał jeszcze ten jeden dzień. Istnieje też prawdopodobieństwo, że następnym razem poddasz się dokładnie w tym samym momencie. Wyjdź więc poza granicę swojego komfortu, zaciśnij te zęby i pokaż, że potrafisz. Gwarantuję - duma z siebie, która będzie Cię rozpierać, da Ci siłę na kolejne działania.


LEKCJA 2:
NIE REZYGNUJ Z MARZEŃ, UCZYŃ JE REALNYMI.

Chcesz rzucić korpo i założyć firmę? Miesiąc przed ślubem wyjechać w samotną podróż dookoła świata? Napisać książkę? Zostać wege? ZRÓB TO. Nie słuchaj tych, którzy mówią, że to nie ma sensu, że nikt normalny nie rzuca dobrze płatnej pracy dla zobaczenia pand w naturalnym środowisku, że stracisz czas i pieniądze, że to nie zdrowe, że niebezpieczne, że jeszcze będziesz żałował. Ja Ci to mówię - zrób to. Nawet jeżeli poniesiesz porażkę to będzie Twoja porażka, sam będziesz za nią odpowiadał. A kiedy z kotem na kolanach, pokazując zdjęcia wydrukowane z instagrama, będziesz opowiadał wnukom, że pojechałeś do Afryki z powodu wewnętrznej potrzeby nakarmienia choćby jednego tamtejszego dziecka, będziesz z siebie dumny. Moje marzenia są jeszcze w fazie planów, więc nie będę się zagłębiać w ten temat. Powiem tylko tyle, że ubiegły rok je dość mocno zweryfikował, ale tym samym uczynił możliwymi do wykonania.

LEKCJA 3:
ZAWSZE WALCZ O TO CO UWAŻASZ ZA SŁUSZNE.

Kiedy pewnego dnia tamtego roku przyszłam do pracy, na biurku leżała zgoda na eutanazję psa. Wiedziałam o nim tyle, że ktoś oddał go trzy miesiące wcześniej z powodu rzekomej agresji. Z tym, że pies nie przejawiał absolutnie żadnej z jej form. Był zestresowaną, trzęsącą się biedą, sfrustrowaną tym, że ktoś zamknął go w klatce i na tak długi okres czasu pozbawił kontaktu z człowiekiem. Prawda, zachowywał się dość dziwnie w stosunku do właścicieli, ale problem tkwił w tym domu, nie w psie. Wiem, że gdybym wtedy nie zobaczyła tej zgody, psa by już nie było. Teraz, dzięki pomocy Stowarzyszeniu Chełmska Straż Ochrony Zwierząt, jest bezpieczny i ma kochających właścicieli. Nie piszę tego, żeby mówić, że ludzie są źli, świat jest zły, system jest zły. Nie. Piszę to, aby Was przekonać, że to właśnie od Was zależy jakie jest Wasze otoczenie, a jest dokładnie takie na jakie się godzicie. Nie bójcie się walczyć o rzeczy dla Was ważne. Nie odwracajcie się na czyjąś krzywdę, z powodu własnej wygody, czy jest to pies, który ma być niesłusznie poddany eutanazji, czy płaczące za ścianą dziecko, ubrane nawet w ciepłe dni w długich koszulkach.

LEKCJA 4:
KOCHAJ LUDZI, KTÓRZY ZAWSZE SĄ PRZY TOBIE
(INNYCH SOBIE ODPUŚĆ)


Mimo, że materialnie nigdy niczego nie było mi brak, ciągle czułam wewnętrzny niedostatek. To była ogromna pustka, którą niczym nie sposób było wypełnić. Ludzi traktowałam przedmiotowo. Nigdy nie angażowałam się w znajomości, nie doceniałam tego, że SĄ. Z tym, że chciałam BYĆ dla kogoś. Od kilku lat czułam potrzebę wyciągnięcia z problemów osoby, które były uzależnione. To były zupełnie obcy dla mnie ludzie. Być może brało się to stąd, że uważałam, że to właśnie to jest czymś do czego jestem powołana i że właśnie ten element jest tym brakującym. W rezultacie nie pomogłam nikomu, zaszkodziłam sobie. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Na pewno każdy z Was zna to przysłowie, a większość doświadczyła na własnej skórze. Doceniajcie tych, którzy są przy Was. Którzy martwią się, czy założyliście czapkę, czy uprasowaliście koszulkę, czy macie coś w lodówce - nie ważne jak bardzo jest to irytujące, jest piękne - oznacza, że się o Was troszczą. Nie denerwujcie się więc, że ktoś ciągle zwraca Wam uwagę, żebyście rzucili palenie i zaczęli się zdrowo odżywiać.


LEKCJA 5:
PAMIĘTAJ, ŻE RESZTA ŻYCIA JEST CIĄGLE PRZED TOBĄ.

Pod koniec roku obudziłam się z myślą, że nigdy nie będę miała 17 lat. Tak, siedemnastu dokładnie. Nie pamiętam czy coś mi się wtedy przyśniło, ale przestraszyłam się bardzo. Nigdy już palenia za szkołą? Wracania nad ranem? Zdejmowania szpilek przed klatką? Chodzenia do monopolowego po drugie wino? Nigdy więcej żadnej klasówki? Sprawdzianu? Egzaminu? Wcześniej nie wierzyłam, że takie rzeczy też można z rozrzewnieniem wspominać! Nie wiedziałam jak cieszyć się z nadchodzących dni - przecież ja się starzeję, będzie tylko gorzej!!! Absolutnie nie zauważałam tego, że przyszłość może być równie fascynująca jak przeszłość. Bałam się dorosnąć. Być odpowiedzialna. Już się nie boję. Poprzedni rok pokazał mi, że nie musimy bać się przyszłości, bo wcale nie jest tak bardzo nieznana, to my sami decydujemy o tym jaka będzie. 

LEKCJA 6:
NIE WIERZYSZ W BOGA? BÓG WIERZY W CIEBIE.

"Pokochaj swoją pracę, zanim ją zmienisz" pisałam o swoim załamaniu. Wspomnę jeszcze raz, że to doświadczenie było trudne, ale trwało bardzo krótko i dobiegło końca, zanim przerodziło się w poważne stadium. Od dziecka byłam dość udręczoną duszą i nikt nie wiedział skąd mi się to bierze. Często słyszałam, że na pewno siedzi we mnie Zły. Nie kwestionuję, być może tak było. Jestem przekonana, że wszystko co nas spotyka zawsze niesie ze sobą głębszy sens. Spotkałam kogoś, komu nie byłam w stanie sama pomóc, pomyślałam więc, że dobrą ideą będzie zabranie tej osoby na Mszę o uzdrowienie. Nigdy nie byłam bardzo wierząca. Nie wiem czy byłam w ogóle. Wydawało mi się, że czasem chodzę do kościoła tylko dlatego, że urodziłam się w katolickiej rodzinie. Powtarzałam, że gdyby od dziecka kazano mi wierzyć w telewizor to też bym wierzyła. Dlatego nie wiem z jakiego powodu wpadłam na taki pomysł. Widocznie uznałam to za ostateczną deskę ratunku. Sprawy poszły nie tak jak pójść miały. Pierwszy raz w życiu złamałam się na prawdę. To już nie było, jak dotychczas, celowe szukanie smutnych piosenek, czytanie smutnych książek i oglądanie smutnych filmów. Tydzień płakałam i śmiałam się na zmianę, piłam, paliłam i nie chciałam dalej żyć. Nic mi się nie stało, po prostu nie mogłam poradzić sobie z emocjami i z ogromną pustką, którą ciągle czułam w środku. Na prośbę mojej Mamy, Łukasz zabrał mnie na tą Mszę, na której przecież miałam być z kimś innym. Przybliżę Wam w skrócie jak to wygląda. Taka msza odbywa się w co drugą środę każdego miesiąca w Parafii pw Wieczerzy Pańskiej przy Al. Warszawskich 31. Na początku jest msza, jak każda inna. Następnie świadectwa ludzi, którzy doświadczyli uzdrowienia. Na końcu jest modlitwa o uzdrowienie, podczas której Jezus przez księdza prowadzącego udziela łask. Ksiądz mówi np.: W kościele jest osoba, która od dłuższego czasu z powodu chorego kolana ma problemu z poruszaniem się. Jezus dotyka Twojego kolana i przestaje Cię boleć. Później prosi o podniesienie ręki, jeżeli tego doświadczyłeś, na znak wiary. Trwa to około 3 godzin, ale poczucie wspólnoty, jakiej często nie czuć podczas niedzielnych mszy i piękne pieśni w wykonaniu chóru, sprawiają, że czas nie ma znaczenia. Szłam na tą mszę z wiarą, że być może to mi pomoże. Że być może rzeczywiście to nie kogoś miałam tam przyprowadzić, ale przyjść sama ze sobą. Podczas mszy czułam ogromną złość, wściekłość wręcz. Chciałam wyjść, rzuciłam Łukasza, mówiąc mu, że to już koniec, że chcę być sama. Absolutnie nie słuchałam tego co mówi ksiądz, oglądałam swoje świeżo zrobione paznokcie i zastanawiałam się jakim cudem zgodziłam się tam pójść. Pomyślałam, że jak mogę o cokolwiek prosić, skoro nie poszłam do spowiedzi, a ostatnio w kościele byłam pół roku wcześniej. Aż nagle słowa, które padły z ust kapłana zostały skierowane dokładnie do mnie. Mówił o problemach w pracy, ciągłych migrenach, kłuciu w sercu, któro nie dawało spać (byłam przekonana, że to boli wątroba po częstych imprezach), o tym, że na wszystko reaguję złością, agresją wręcz, bo tak się nauczyłam i nie umiem inaczej, o tym, że od zawsze uciekam. Mówił, że ciągle zastanawiam się nad sensem wszystkiego i nie muszę tego robić, bo to Jezus ma znać sens, a nie ja. Ja mam tylko zaufać. Oblało mnie uczucie ogromnej miłości. Miłości z pewnością nieludzkiej. Pustka, którą przez tyle lat nie umiałam zapełnić, została wypełniona. Poczułam się tak, jakby ktoś wyjął moje serce, zresetował i wstawił je spowrotem, bez ran, bez starych blizn, bez zadrapań. Mogłam zacząć od nowa. Przez cały ten czas płakałam. Kiedy padły słowa, abym podniosła rękę na znak wiary jeżeli tego doświadczam, zwątpiłam. Wszystko odeszło, rozejrzałam się po kościele kto podniesie rękę. Wtedy kapłan powiedział, abym nie wątpiła i gdy podniosłam rękę znów oblało mnie uczucie ogromnej miłości. Już nigdzie nie chciałam iść, mogłam tam siedzieć do rana. Kiedy wyszliśmy powiedziałam do Łukasza, że ja nie wiem jak mogłam być taką tępą dzidą, przejmować się niewiadomo czym, szukać całe życie szczęścia w przyziemnych rzeczach. Wyszłam zupełnie inną osobą. Co nie znaczy, że jestem w kościele co niedzielę. Czasem mi się nie chce. Czasem też wracają smutki i złości. Ale wiem skąd to się bierze i wiem też, że Bóg mnie kocha i ciągle toczy wojnę o moją duszę, a kiedy mu tylko na to pozwalam, sprawia, że jestem szczęśliwa. W święta dowiedziałam się, że podczas tej mszy moja Mama w domu, za wstawiennictwem Dusz Czyśćcowych, modliła się o to, aby Bóg zabrał mi to serce z kamienia. Modlitwa wstawiennicza za kogoś ma ogromną moc, tym bardziej jeżeli jest to modlitwa rodziców o dziecko. A Dusze w Czyścu cierpiące są bardzo miłe Panu Bogu i mogą wyjednać dla nas Wiele Łask Bożych. Podczas mszy Łukasz modlił się za nas, kiedy powiedziałam, że to już koniec, zwątpił w to, że będziemy nadal razem i modlił się tylko za mnie, o to abym była szczęśliwa i znalazła spokój. To nie ja sobie wymodliłam to uzdrowienie. Nie ja o nie poprosiłam. Byłam coraz dalej od Boga, a mimo wszystko On był cały czas przy mnie. Czekał tylko na to, aż ktoś Go poprosi o moje uzdrowienie. Nie ważne czy chodzicie do kościoła co niedzielę, czy wcale. Nie ważne czy wierzycie w Boga, czy nie. Bóg wierzy w Was. Moje świadectwo jest tego doskonałym dowodem. Wiem, że nikt by mi tego nie wytłumaczył. Byłam jak św. Tomasz, który nie chciał uwierzyć dopóki sam nie zobaczył. 


W Nowy Rok weszłam pełna optymizmu i nadziei.
Blog również zyskał nowy wygląd i przepiękne logo (Jeszcze raz bardzo dziękuję Jankowi!), więc myślę, że odżyje razem ze mną. Styczeń dobiega końca, ale mimo wszystko życzę Wam Kochani, aby ten rok przyniósł Wam lekcje, które sprawią, że będziecie żyć jeszcze lepiej, jeszcze pełniej i jeszcze bardziej szczęśliwie.

Copyright © 2014 Brakuje Żyrafy , Blogger