12:21

Energia której nigdy nie brak



Kiedy Nuka do nas trafiła niemal codziennie wychodziliśmy na psie spotkania. Punkt 19:00 wyglądała przez okno, a następnie maszerowała do drzwi, oczekując wyjścia. Ze względu na niespożyte pokłady energii jest wymagającym towarzyszem zabaw. Uwielbia ruch pod każdą postacią, a ponad to jest bardzo kontaktowa i chętnie wchodzi w interakcje z innymi zwierzętami. Podczas gdy psy biegną za piłeczką, ona biegnie... za psami. I absolutnie nie bierze pod uwagę tego, że ciągła gonitwa i zachęcanie do zabawy dla innych czworonogów po pewnym czasie staje się męczące, czy nawet irytujące.

Ze względu na to, że nasza znajdka należy do psów, które rzadko da się zmęczyć, często słyszałam, że powinniśmy ją oddać, bo mieszkanie w bloku to nie miejsce dla psa. Bo pies będzie się męczył. Bo dla niej najlepszy byłby domek z ogrodem w którym mogłaby się wybiegać. Czy na prawdę podwórko czyni psa szczęśliwszym? Wydaje mi się, że psu najlepiej jest, gdy może być blisko człowieka. Kiedy zostawiamy Nukę na podwórku u rodziców najpierw strzela ósemki, później zaczyna przekopywać działkę, a następnie zrezygnowana i całkowicie znudzona kładzie się i przygląda na drzwi czekając aż ktoś do niej wyjdzie. Myślę więc, że nawet największa działka nie dałaby jej tyle szczęścia co możliwość bycia z nami. Poza tym Nuce czasem włącza się tryb "szwędacz". Odcięcie i biegnie do przodu. W ogóle nie zważając na nasze nawoływania. Pozostawienie jej na dłużej na podwórku mogłoby skutkować zaplanowaniem przez nią ucieczki i wydostaniem się poza ogrodzenie. Z jej predyspozycjami i skocznością mogłaby sforsować niemal każde ogrodzenie.

Mamy ten komfort, że Łukasz pracuje w domu, więc nie ma konieczności zostawiania psa na długie godziny samego. Jednak, kiedy już zachodzi taka potrzeba zamykamy ją w kennelowej klatce (pożyczonej od Lubelskiego Animalsa - jeszcze raz dziękujemy! :) ).  Podjęliśmy taką decyzję, kiedy Nuka zaczęła niszczyć wszystko podczas naszej nieobecności. A tak na prawdę to decyzję o klatce podjęłam właściwie ja i to dopiero jak zjadła pada do gier. I to nic, że mamy jeszcze pięć padów. TEN był najlepszy, najdroższy i w ogóle mega sentymentalny!!! Więc, postanawiając nie nadwyrężać dłużej cierpliwości Łukasza, pojechałam po klatkę ze Szwagrem. Klatka okazała się wielka, ciężka, a czas pędził szalenie i Szwagier nie miał już kiedy jej wtachać na górę, więc zabrał ją w trasę. Jeździła tak 2 dni. Hałasowała straszliwie, więc śmiem twierdzić, że wiem co myślał jak ją wozil. :) Ale już jest. I pies kiedy nas nie ma jest wyciszony i nie przychodzą mu do głowy pomysły zawładnięcia światem, zaczynając od naszego pokoju. I my jesteśmy spokojni, że zastaniemy dom dokładnie w takim stanie w jakim go opuściliśmy.

Choć nie zawsze. Przecież w mieszkaniu są jeszcze dwa koty.




1 komentarz:

  1. To prawda, dla psa najważniejszy jest kontakt z człowiekiem, a nie hektary ogrodu :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Brakuje Żyrafy , Blogger