Bieganie odhaczone!

Bieganie odhaczone!



Jak wcześniej pisałam, wydaje mi się, że już wszyscy w okolicy kojarzą naszego psa. Nie da się jej nie zauważyć, kiedy wystaje w oknie patrząc na ludzi na ulicy. Poza tym ma za sobą kilka incydentów, które z pewnością opowiadane są na psich spotkaniach, a o których wkrótce dowiecie się również i Wy. Po dzisiejszym nocnym wyjściu okoliczni mieszkańcy dowiedzieli się też jak ma na imię. Wybraliśmy się na ogrodzony plac obok naszego bloku, żeby przed snem mogła się wybiegać. Niezbędnej dawki ruchu postanowiła dostarczyć również nam, przechodząc pod siatką i uciekając wgłąb osiedla. Wróciła, rzecz jasna, zupełnie nieprzejęta swoim wybrykiem. 

Często zastanawialiśmy się, czy dobrze się stało, że dom tymczasowy, który jej stworzyliśmy, przerodził się w dom stały. Teraz, mimo, że nie minęło dużo czasu zanim się znalazła, zdążył przyjść mi do głowy obraz domu bez niej. Kto by schodził ze mną do ciemnego garażu, kiedy jestem sama w domu? Kto zżerałby z blatu kurczaka czekającego na dopiekającą się tartę? Jakby wyglądał Łukasz czekając na mnie bez niej, na przystanku, kiedy wracam z pracy? (Wiem, że akurat ten obrazek byłby dla mnie równie znaczący, ale rozczulił mnie ten widok z okna MPK, kiedy wczoraj tak razem czekali :). Jak to byłoby przestać rozmawiać z ludźmi spotykanymi na osiedlu, czy przypadkiem na ulicy? I jak wytłumaczyłabym sąsiadce, która wprost przyznała, że jest Nukową fanką, że dała nogę?


Energia której nigdy nie brak

Energia której nigdy nie brak



Kiedy Nuka do nas trafiła niemal codziennie wychodziliśmy na psie spotkania. Punkt 19:00 wyglądała przez okno, a następnie maszerowała do drzwi, oczekując wyjścia. Ze względu na niespożyte pokłady energii jest wymagającym towarzyszem zabaw. Uwielbia ruch pod każdą postacią, a ponad to jest bardzo kontaktowa i chętnie wchodzi w interakcje z innymi zwierzętami. Podczas gdy psy biegną za piłeczką, ona biegnie... za psami. I absolutnie nie bierze pod uwagę tego, że ciągła gonitwa i zachęcanie do zabawy dla innych czworonogów po pewnym czasie staje się męczące, czy nawet irytujące.

Ze względu na to, że nasza znajdka należy do psów, które rzadko da się zmęczyć, często słyszałam, że powinniśmy ją oddać, bo mieszkanie w bloku to nie miejsce dla psa. Bo pies będzie się męczył. Bo dla niej najlepszy byłby domek z ogrodem w którym mogłaby się wybiegać. Czy na prawdę podwórko czyni psa szczęśliwszym? Wydaje mi się, że psu najlepiej jest, gdy może być blisko człowieka. Kiedy zostawiamy Nukę na podwórku u rodziców najpierw strzela ósemki, później zaczyna przekopywać działkę, a następnie zrezygnowana i całkowicie znudzona kładzie się i przygląda na drzwi czekając aż ktoś do niej wyjdzie. Myślę więc, że nawet największa działka nie dałaby jej tyle szczęścia co możliwość bycia z nami. Poza tym Nuce czasem włącza się tryb "szwędacz". Odcięcie i biegnie do przodu. W ogóle nie zważając na nasze nawoływania. Pozostawienie jej na dłużej na podwórku mogłoby skutkować zaplanowaniem przez nią ucieczki i wydostaniem się poza ogrodzenie. Z jej predyspozycjami i skocznością mogłaby sforsować niemal każde ogrodzenie.

Mamy ten komfort, że Łukasz pracuje w domu, więc nie ma konieczności zostawiania psa na długie godziny samego. Jednak, kiedy już zachodzi taka potrzeba zamykamy ją w kennelowej klatce (pożyczonej od Lubelskiego Animalsa - jeszcze raz dziękujemy! :) ).  Podjęliśmy taką decyzję, kiedy Nuka zaczęła niszczyć wszystko podczas naszej nieobecności. A tak na prawdę to decyzję o klatce podjęłam właściwie ja i to dopiero jak zjadła pada do gier. I to nic, że mamy jeszcze pięć padów. TEN był najlepszy, najdroższy i w ogóle mega sentymentalny!!! Więc, postanawiając nie nadwyrężać dłużej cierpliwości Łukasza, pojechałam po klatkę ze Szwagrem. Klatka okazała się wielka, ciężka, a czas pędził szalenie i Szwagier nie miał już kiedy jej wtachać na górę, więc zabrał ją w trasę. Jeździła tak 2 dni. Hałasowała straszliwie, więc śmiem twierdzić, że wiem co myślał jak ją wozil. :) Ale już jest. I pies kiedy nas nie ma jest wyciszony i nie przychodzą mu do głowy pomysły zawładnięcia światem, zaczynając od naszego pokoju. I my jesteśmy spokojni, że zastaniemy dom dokładnie w takim stanie w jakim go opuściliśmy.

Choć nie zawsze. Przecież w mieszkaniu są jeszcze dwa koty.




Wszyscy nas tu znają!

Wszyscy nas tu znają!




Idziemy dziś sobie najspokojniej w świecie po osiedlu, gdy nagle zaczepia nas chłopak, którego widzę po raz pierwszy: OOO. TO NUKA? SŁYSZAŁEM O NIEJ! Tak. Wszyscy już słyszeli.
Przestało mnie już dziwić, że obcy ludzie krzyczą z drugiego końca chodnika "CZEŚĆ NUKA!", albo wręcz przeciwnie - omijają nas szerokim łukiem, czekają na początku schodów aż zejdziemy, czy biorą swoje psy/dzieci na ręce i przenoszą z dala od nas. A my przecież tylko mamy taką groźną minę i mały móżdżek. Kiedy zabrałam ją pierwszy raz na spotkanie osiedlowych psiarzy omal nie złamała nosa jednej z właścicielek (pomimo, że oczywiście zdążyłam uprzedzić o jej niekontrolowanym okazywaniu miłości). I chyba się jakoś szczególnie nie polubiliśmy. Ani my. Ani nasze psy. Bo nie wiem, czy wiecie, ale psy również mają swoje sympatie i antypatie. Chociaż wydaje mi się, że Nuka dzieli raczej znajome czworonogi na te, które bezgranicznie kocha i te które są jej obojętne i jeżeli akurat nie ma w pobliżu tych które kocha, to może się pobawić. Ale nie za długo, bo się irytuje. U psów sprawdza się także powiedzenie "od pierwszego wejrzenia".  Ale o tym innym razem. :)
Copyright © 2014 Brakuje Żyrafy , Blogger