Na dzień dobry, dobry wieczór

Na dzień dobry, dobry wieczór

Wracam do domu po ośmiu godzinach pracy i godzinie dojazdu, przekręcając kluczyk w zamku myślę o gorącej kąpieli, kakao w ulubionym kubku i lekturze najnowszego kryminału. Już od progu wita mnie skaczące niczym kangur dwadzieścia kilogramów. Jak już zdążę poskromić psa i znaleźć smycz rozglądam się za rzuconą gdzieś w pośpiechu torebką. Akurat z tym idzie szybko, domowy szop pracz, kradziej jedzenia, zdradza się szeleszcząc wyjmowanymi z torebki papierkami, kiedy łapką wygarnia co najlepsze. Biegnę uratować co się da, odganiam kota i rozglądam się za drugim. Leży na swojej półce, niby nie zauważając, że wróciłam. Dostojny, rudy pręgowany, mini tygrys. Głaszczę. Próbuję. Czasem się da, czasem odsunie. Wychodzę z psem, bo przecież ja się nabiegałam w pracy, on nie miał gdzie i potrzebuje długiego spaceru. Rozmawiam z innymi właścicielami. Jak młode matki odpowiadam na pytanie: co u ciebie. Mieliśmy alergię pokarmową. Uciekliśmy do sąsiadki. Zrzuciliśmy żelazko. Zabiliśmy bazylię.
Wracam do domu.
Czytam kartkę przyczepioną do lodówki.
Że wróci późno.
Żebym wyprowadziła.
Nakarmiła.
Zajrzała do kuchni.
Że kocha.
Sprzątam porozrzucane zabawki.
Misie.
Gryzaki.
Bułkę tartą z kuchennej posadzki.

Głęboki wdech.
Przez myśl przechodzi zdanie, które wypowiadają odwiedzający nas pierwszy raz znajomi...

Już wiecie jakie.


Copyright © 2014 Brakuje Żyrafy , Blogger