13:35

To tak straszne, że nikt nie odważył się wymyślić na to nazwy

To tak straszne, że nikt nie odważył się wymyślić na to nazwy


Chciałabym Wam wytłumaczyć świat, ale nie mam takiej mocy. Bardzo chcę wierzyć, że słyszycie moje myśli, ale na prawdę nie rozumiem tego co się tu na Ziemi wyprawia. Nie rozumiem dlaczego Was nie ma i bardzo się boję, że Wasze rodzeństwo nigdy się nie pojawi albo urodzi się chore.

Jeśli Superbohaterowie istnieliby na prawdę, to Mamy patrzące na śmierć swoich dzieci byłyby mianowane tym tytułem jako pierwsze. Tylko dlaczego dzieci umierają? Zaraz będzie drugi rok jak staram się nie zadawać tego pytania, to jest strasznie trudne. I strasznie trudne jest to, że wiem, że nikt nie zna na nie odpowiedzi.

Dziecko, któremu umrą rodzice to sierota. Żona, której umrze mąż to wdowa. Mąż, któremu umrze żona to wdowiec. Jak nazywa się matka, której umarło dziecko? Jak nazywa się ojciec, który je stracił? Jak nazywają się rodzice, którzy nie zdążyli go poznać? To tak straszne, że nikt nie odważył się wymyślić na to nazwy.

Chciałabym Wam powiedzieć, dlaczego nie ma Was ze mną. Ale nie wiem.

Chciałabym Wam powiedzieć, że jest mi tutaj szczęśliwie. Ale nie jest.

Nie da się zapełnić takiej straty.
Można tylko nauczyć się z nią żyć.

18:28

Babcia życzyła mi mało przyjaciół

Babcia życzyła mi mało przyjaciół


Też nosiłeś w swoim plecaku mały, kolorowy pamiętnik, do którego wpisywali się szkolni znajomi? Mój miał kolorowe kartki, które nadal tak słodko pachną, mimo, że pamiętnik skończy wkrótce 20 lat! Wpisywali mi się do niego głównie dzieci i nauczyciele ze szkoły podstawowej, ale też bliskie mi osoby. Szczególnie jeden z tych wpisów wzbudził we mnie dużo emocji. Należy do mojej babci i brzmi tak: "Miej niewiele pragnień, to Cię uszczęśliwi. Miej mało przyjaciół, niech będą prawdziwi." W mojej kilkuletniej głowie nie mieściło się, że babcia może mi tak źle życzyć! Jeszcze to "niewiele pragnień" rozumiałam, łatwiej je wtedy spełnić. Ale mało przyjaciół?! "Coś Ci się pomyliło. Chciałaś napisać dużo!" - zwróciłam jej więc uwagę, podsuwając pamiętnik do poprawki. Odpowiedziała, że zrozumiem jak będę duża.



Od zawsze czułam, że nie pasuję


Nie rozumiałam, bo przecież ja chciałam dużo przyjaciół! Gdybym tylko wiedziała, że wcale nie ma znaczenia to z kim siedzę w szkolnej ławce, a nawet to czy w wycieczkowym autokarze zajmuję miejsce z tyłu, czy z przodu. Że moi znajomi są losowo wybranymi dzieciakami, które akurat urodziły się w tym samym roku co ja. I że jak tylko skończę szkołę przestanie mnie obchodzić czy mnie lubią, a po kilku latach nawet nie będę wiedziała jak wyglądają i co robią. No dobra, wtedy nie było fejsbuka. Teraz wiemy o sobie trochę więcej, ale nie ukrywajmy, nadal mnie to mało obchodzi. Ale wtedy chciałam być fajna i cool i mieć paczkę znajomych. To zupełnie normalne, potrzeba przynależności jest jedną z najważniejszych potrzeb człowieka. Tylko, że ja od zawsze czułam, że nie pasuję. Czułam się z boku. W każdej szkole. W każdej grupie. Każda relacja z koleżanką, kończyła się tak, że zostawałam olewana na rzecz kogoś innego, dla drugiej koleżanki czy chłopaka. Przynajmniej w moim odczuciu to właśnie tak wyglądało, bo prawda jest taka, że to ja nie umiałam zatrzymywać ludzi przy sobie. Miałam wrażenie, że stoję sama za szklaną szybą, podczas gdy cała reszta po drugiej stronie bawi się świetnie. A z drugiej strony czułam się od nich wszystkich lepsza. Ponad wszystkimi. Z żadnej szkoły nie wyniosłam przyjaźni na dłużej. Kontakty kończyły się wraz z ostatnim zakończeniem roku. I właściwie dopiero na studiach znalazłam ludzi z ktorymi weszłam w głębszą relację. Tyle, że tym razem to ja się odsunęłam. Poszłam nawet na inną specjalizację niż cała moja grupa. Podświadomie wolałam uniknąć odtrącenia.



Wszyscy byli za szklaną szybą


Zawsze się zastanawiałam skąd ten mur między mną a ludźmi. Tym bardziej, że paradoksalnie miałam w sobie ogromną potrzebę bliskości. Całe moje wnętrze do nich lgnęło, podczas gdy na zewnątrz coś mnie blokowało. Z upływem lat ta "szyba" stawała się grubsza. Wręcz dźwiękoszczelna. Czułam jakby wszystko działo się obok. Kiedy rozmawiałam z kimś nie potrafiłam skupić się na słowach. Mimo, że z całej siły chciałam się dopasować. Jak śpiewa Katarzyna Groniec: "Co dzień ta sama zabawa się zaczyna i przypomina dziecięce Twoje sny, chcesz rozbić taflę szkła a ona się ugina i tam są wszyscy, a na przeciw Ty." Czułam się obojętna całemu światu, a w rzeczywistości chodziło o jedną koleżankę, czy chłopaka. Poświęcałam danej osobie maksimum uwagi, gloryfikując ją sobie w głowie. Nie zauważałam, że w tym czasie ktoś inny próbował zaprzyjaźnić się ze mną. Tak bardzo chciałam, żeby było po mojemu. Nie potrafiłam odpuszczać. Aż w końcu to ja zaczęłam obojętnieć na świat. Szkło stało się już wtedy kuloodporne. Zaczęłam się urządzać w swojej szklanej kuli.



Życie w szklanej kuli


Można być samotnym mając kochającą rodzinę. Można być samotnym we dwoje. Można być samotnym w tłumie. Można być samotnym, kiedy telefon nie przestaje dzwonić. Można z samotnością walczyć, ale można też się do niej przyzwyczaić, oswoić i nauczyć się z nią żyć. A przynajmniej próbować. Mogłoby się wydawać, że taka szklana kula jest całkiem wygodna. Nie docierało do mnie przecież nic z zewnątrz, a zranić mnie mogły tylko te osoby, które do siebie dopuszczałam. Z tym, że pomóc też nie mógł nikt inny... No i trzeba było ciągle uważać, żeby takiej kuli nie stłuc, bo chociaż z zewnątrz solidna od środka była strasznie krucha. To był tylko mój wybór, czy chcę się wydostać na zewnątrz. Samotność jest zawsze wyborem.



"Miej mało przyjaciół..."


Musiało minąć wiele lat i wiele wypłakałam łez, zanim zrozumiałam babciny wpis. Wcale nie potrzebowałam należeć do żadnej grupy. Teraz już trochę rozumiem skąd mi się to wzięło. Od dziecka byłam nauczona życia "w elicie". W podstawówce byłam w centrum uwagi, siedziałam w pierwszej ławce, wygrywałam konkursy, każdy chciał się ze mną przyjaźnić a ja mogłam "wybierać". Nie umiałam zaprzyjaźnić się z jedną osobą. I tak mi już zostało. Dążyłam do doskonałej relacji, której i tak nie mogłam stworzyć, bo realni ludzie mnie nie interesowali. Czekałam przecież tyle lat na swoich "przyjaciół". Takich, którzy mogliby mnie zrozumieć i którzy chcieliby mnie taką jaka byłam.



"... niech będą prawdziwi"


A tych prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, to prawda. Na przykład, kiedy leżysz w szpitalu i piszesz, że nie chcesz nikogo widzieć, a po pół godzinie dostajesz smsa z pytaniem, która sala, bo ten ktoś wie, że tak na prawdę kłamałaś i wcale nie chcesz zostać sama. Albo wtedy, kiedy musisz się wygadać i nie boisz się napisać, mimo, że ostatnia wiadomość pochodzi sprzed pół roku. A później rozmawiacie jakbyście widzieli się wczoraj. Ciężko się ze mną przyjaźnić, ale doceniam tych, którzy trwają przy mnie już tyle lat. Mimo, że dopiero teraz uczę się w przyjaźń. To takie ważne, żeby celebrować wspólne chwile. Umawiać się na kawę, na film, na rower. Pytać co słychać. I wpadać bez okazji na herbatę. Ale przede wszystkim, akceptować drugiego człowieka takim jaki jest, ze wszystkimi jego wadami, a nawet właśnie te wady kochać najmocniej!

10:03

Dziękuję, że mnie nie chciałeś

Dziękuję, że mnie nie chciałeś



Nie wiem czy tutaj zaglądasz. Minęło sporo czasu odkąd nie mamy siebie w znajomych. Nawet nie wiem czy zauważyłeś, kiedy zniknęłam z Twojej listy. Było to dla mnie zbyt trudne, widzieć Twoje posty, nie mając z Tobą kontaktu. Dawniej każdy dzień zaczynałam wiadomością od Ciebie.

Piszę, bo chcę Ci podziękować, za to, że mnie nie chciałeś. Mimo, że wtedy wydawało mi się, że nie przestanę płakać z tego powodu, a koleżanki miały już dość słuchania o Tobie. Wiem, że wyjechałeś, napisałeś mi to, kiedy jeszcze wymienialiśmy się zdawkowo informacjami o życiu. Mam nadzieję, że odnalazłeś swoje szczęście i zapomniałeś o tamtej dziewczynie. Nie pamiętam ile już dokładnie nie mieliśmy ze sobą kontaktu, wydaje mi się, że całkiem niedługo, ale minęło już kilka lat. Skasowałam nasze rozmowy, kiedy nie mogłam przestać do nich wracać. Sam wiesz, pewne rzeczy trzeba przyśpieszyć.

Byłeś typem chłopaka, od których ojcowie każą trzymać się daleko. Miałeś w oczach błysk i niewypowiedzianą krzywdę. Bardzo chciałam Ci pomóc. Długo myślałam, że spotkaliśmy się właśnie z tego powodu i postawiłam go sobie za życiową misję. Nie rozumiałam, kiedy mówiłeś, że nie chcesz mnie wciągać w swoje problemy. Byłam pewna, że się ze mną droczysz. Dziś dziękuję Ci za to. Nie dlatego, że nie zasługiwałeś na pomoc, ale dlatego, że nie byłam kimś kto mógł mieć dobry wpływ na Twoje życie. Mogliśmy pić piwo nad rzeką, słuchać rapu i chodzić za rękę po mieście przez całą noc, rozmawiając na każdy temat. Ale nie mogliśmy stworzyć zdrowej relacji. Wtedy tego nie wiedziałam. Dziś, jestem pewna, pilibyśmy razem już nie tylko w weekendy.

Kiedy już Ciebie nie było, spędzałam całe dnie w łóżku. Wtedy wydawało mi się, że jestem leniwa. Z resztą wszyscy wokół mnie w tym utwierdzali. Dziś wiem, że to były początki depresji. Zawsze byłam dobra w ucieczki. To była moja ucieczka od życia. Przesypiałam je. Najgorsze było to, że nie umiałam sobie pomóc. Oglądałam kryminały, thrillery i dramaty, puszczałam przygnębiające piosenki, wynajdowałam na forach historie o ludzkich tragediach. Szukałam pocieszenia w osobach, które przypominały Ciebie. Dużo imprezowałam, pijąc olbrzymie ilości alkoholu. Śmiałam się tańcząc, a w nocy zagryzałam zęby na nadgarstkach. Dużo myślałam o śmierci. Nie chciałam się zabić, ale chyba chciałam umrzeć i bałam się śmierci jednocześnie. Myślałam, że ta śmierć jest już całkiem blisko. Miałam 21 lat. Gdybyś to czytał, w tym momencie byś się zaśmiał, chociaż wiem, że miałeś jak ja. O to chodziło - czułam, że jedyną osobą, która jest w stanie mnie zrozumieć jesteś Ty. Może dlatego nie powiedziałam nikomu o tym co dzieje się w mojej głowie.

Miałam Ci za złe, że nie było Cię przy mnie, kiedy nie radziłam sobie z życiem. Kiedy nie było przy mnie nikogo, kto zamiast "weź się w garść" powiedziałby, że też tam miał i że z tym da się żyć. Miałam Ci za złe, że odszedłeś, kiedy paradoksalnie było najlepiej. A jednak teraz Ci za to dziękuję. Dziękuję Ci za to, że Ciebie tu nie ma. Że mimo mojego obsesyjnego uczucia do Ciebie, potrafiłeś uciąć tą znajomość. Że mnie nie skrzywdziłeś, bo wszystko przez co cierpiałam zrobiłam sobie sama.

Jak Ci jest za granicą? Mówiłeś, że nic Cię tu nie trzymało, ale wydaje mi się, że nie ma miejsca jak dom i wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Jeśli kiedyś zajrzałeś na mój profil, wiesz, że wyszłam za mąż. Za mężczyznę zupełnie innego od Ciebie. Mamy dwa koty i psa, ale to z pewnością Cię nie dziwi. Może zapytałbyś tak jak inni, kiedy kolej na dwunożne. Przeszłam przez wachlarz reakcji w odpowiedzi na podobne pytania. Byłam w ciąży. Dwa razy. Chociaż kiedy o tym teraz piszę wydaje mi się to już abstrakcją. Jeszcze tego nie przepracowałam i obawiam się, że to ten rodzaj bólu, który trzeba przenieść przez całe życie. I to chyba nieprawda, że dziecko ten ból wynagradza. Może kiedyś się dowiem. Ale Ty pamiętasz mnie z czasów, kiedy mówiłam, że nie chcę mieć dzieci. Dziś wiem, że bałam się, że będę złą matką. Nie wierzyłam w siebie.

Nadal nie wierzę, ale co przynajmniej zamiast przyczepić się o coś, codziennie staram się powiedzieć coś miłego tej dziewczynie z lustra. Nawet wtedy, kiedy cały dzień chodzi w dresie. I wydaje mi się, że lubię ją bardziej. Lubię ją w ogóle. A już na pewno lepiej o nią dbam. Zaczęłam nawet gotować.

Wiesz, też rozdawałam złudną nadzieję. Też odchodziłam od ludzi. Też złamałam komuś serce, tak, że przez kilka lat nie mógł o mnie zapomnieć. Tak, że przyjeżdżał pod mój dom i bałam się wychodzić z psem. Wtedy było mi to obojętne. Dziś mi przykro, że zmarnowałam komuś tyle lat. Że zrobiłam sobie z kogoś opcję awaryjną. Chociaż pewnie teraz w liście do mnie, dziękowałby, że go nie chciałam.

00:45

Pomidorowa

Pomidorowa


Puściłam gaz i postanowiłam pożegnać się z życiem. I wtedy moja mama zawołała „Agnieszka” czy tam „Agusiu, zupa na stole.” I ja wyjęczałam umierającym głosem syreny „Ale jaka?”. I usłyszałam z kuchni: „Pomidorowa”.

Postanowiłam przed śmiercią jeszcze zjeść jeden posiłek i jakoś mnie ta zupa na tyle wzmocniła, że do tej pory żyję.”

Agnieszka Osiecka

Rozpadam się. Najpierw na trzy: na to co myślę, na to co czuję i na to co mówią, że powinnam robić. A później to już idzie lawinowo. Obejmuję rękami ramiona i staram się przytulić tego dzieciaka, który mieszka w moim ciele i jest tak koszmarnie wrażliwy. Chociaż najchętniej wyjęłabym go z siebie i sprała mu tyłek za to co mi robi. Ale. Dzieci się nie bije.

Nie liczę razów, kiedy podniosłam się z ziemi, otrzepałam i ruszyłam do przodu, tylko po to żeby znowu upaść między pokojem a kuchnią. Dni mijają, a ja tkwię jak w jakiejś bańce, mijam uśmiechniętych ludzi i im zazdroszczę, zapominając, że pomiędzy uśmiechem a szczęściem nie ma znaku równości.

Łatwiej jest puścić smutny rap niż wziąć się w garść i coś z tym smutkiem zrobić, Bonson jest mi więc przyjacielem. Ale kiedy jest mi już tak naprawdę, naprawdę smutno robię sobie makijaż i ubieram się w najlepsze ciuchy, bo mam świadomość, że jak się w takiej chwili zawinę w kołdrowe burrito i wezmę urlop na żądanie to mogę już nigdy nie wstać. A potem już nie wiem czy to moje udawanie szczęścia to z pewnością nadal udawanie.

Jakaś część mnie kocha życie. Tak bez granic, aż chce się o tym krzyczeć. Głośny śmiech, rozmowy do rana, spacery, psy i fotografię. I tylko nie umie się tym cieszyć wystarczająco wdzięcznie, bo ta ciemniejsza strona jest cwana. Daje złudzenie, że pogrążanie w smutku to wytchnienie. Nawet jeśli rzeczywiście - to tylko na chwilę. Słuchanie smutnych piosenek i czytanie o tragediach zapewnia „nie tylko Ty tak masz!”, ale sprawia, że Twój magazyn nieszczęść stale się rozrasta.

Mam to szczęście, że spotkałam na swojej drodze ludzi, którzy pomagają mi wrócić do życia, kiedy ja tego życia już nie chce. Kiedy wydaje mi się, że czegoś nie przeskoczę, nie przeżyję, że dalej jest już ściana i tylko koniec, to dostaję wiadomość, telefon, to może być cokolwiek. Jak ta pomidorowa Osieckiej.

Kiedy ktoś mi mówi, że nie chce mu się już żyć, potrafię godzinami mówić o tym, dlaczego życie jest piękne i że można być szczęśliwym, tylko trzeba zrzucić ten smutek, postawić na szczęście i dać sobie pomóc. I teraz już rozumiem, dlaczego mam magnes na nieszczęśliwych ludzi. Wydawało mi się, że jeśli pomogę komuś będzie mi lepiej, bo teoretycznie wierzyłam we wszystkie te swoje wywody o super stronach życia. Ale to tak nie działa. Ktoś mi to już dawno temu tłumaczył, wysyłając wers „Aleja nr 6 grób nr 4”: „Pomagał innym przezwyciężyć cierpienie, a sam tracił wewnętrzną nadzieję.” Ale musiałam dorosnąć żeby zrozumieć. Nie da się kochać ludzi, nie kochając siebie.

04:14

Stres u kota - przyczyny, objawy, skutki i zapobieganie

Stres u kota - przyczyny, objawy, skutki i zapobieganie





Koty są mistrzami w ukrywaniu bólu, potrafią maskować swoją chorobę tak długo aż dojdzie do wyniszczenia organizmu. Wynika to z głęboko zakorzenionego instynktu przetrwania – chory lub zraniony kot jest łatwym celem dla większego drapieżnika, dlatego za wszelką cenę ukrywa słabości. Podobnie jest ze stresem. Niestety nie wytłumaczymy kotu, że nam może zaufać i najczęściej swój dyskomfort ukrywa także przed nami. Stres może być dla naszego pupila bardzo niebezpieczny, przyczynia się do rozwoju chorób, wyniszczenia organizmu, a nawet śmierci kota. Tak ważne jest więc nauczenie się rozpoznawania objawów świadczących o jego stresie i nasza szybka reakcja.


Jak rozumiecie pojęcie „stres”?

Mówimy, że ktoś się stresuje i wyobrażamy sobie studenta gryzącego długopis nad egzaminem, albo papierosa trzymanego trzęsącymi się rękami przez osobę po kłótni z szefem. Powszechne rozumienie stresu nie wyjaśnia czym ten jest naprawdę. Każda zmiana jakiej doświadczamy wymaga adaptacji naszego organizmu, który w kontakcie z nowym bodźcem jest automatycznie gotowy do działania. Mówiąc prosto - stres to fizjologiczna odpowiedź organizmu na zmiany w otaczającym go świecie. Bez względu na to czy zmiany te są złe czy dobre, nasz organizm nie odróżnia złego i dobrego stresu. Nie mamy też wpływu na to co nasz organizm uzna za zagrażające, mogą to być rzeczy które z natury takie nie są. Na przykład oglądając horror mamy świadomość, że zła postać nie wyjdzie z telewizora i nie zrobi nam krzywdy, nie krzyczymy i nie uciekamy w popłochu, ale mimo wszystko nasze serce przyspiesza, a adrenalina rośnie. Realnie po nas tego nie widać, siedzimy przecież spokojnie na fotelu i patrzymy w telewizor, podczas gdy nasz organizm przygotowuje się do działania. Tak samo kot, który z pozoru jest spokojny, dużo śpi, chętnie je, a czasem nawet mruczy, w środku przeżywać może silny stres.

Tolerancja na stres u każdego kota może być inna. Wynika to z odmienności charakterów, socjalizacji jaką przeszedł kot w przeszłości i sposobu w jaki jest wprowadzany w stresującą sytuację. Podam przykład na naszych kotach. Zosi nie przeszkadzają wizyty gości - biegnie do drzwi za każdym razem gdy usłyszy dzwonek, nie ważne czy to ktoś z nas, czy ktoś zupełnie jej obcy. Kuban natomiast chowa się w łazience nawet kiedy na progu stanie tylko na chwilę pan od pizzy. A gdy w domu pojawił się pies Kuban był nim zainteresowany i szybko się do niego przyzwyczaił, za to Zośka spędziła wtedy kilka tygodni nie schodząc z szafy i pomogły dopiero leki. W internecie możecie znaleźć filmiki na których właściciele pękają ze śmiechu kiedy ich kot skacze ze strachu na widok zielonego ogórka. Nie chodzi o samo warzywo, ale o to, że koty są bardzo wrażliwe na zmiany w otoczeniu. Ogórek na tych filmach kładziony jest zazwyczaj za kotem, podczas gdy on je. Miejsce spożywania posiłku jest dla naszego pupila wyjątkowym miejscem, miejscem w którym czuje się bezpieczny, dlatego kiedy skupiony na jedzeniu dostrzeże przy sobie nieznany obiekt będzie chciał się bronić lub uciekać. Nie róbcie tego swoim kotom.

Co może być źródłem stresu dla kota?


  • choroba lub uraz
  • zmiana rytmu dnia (np. inne godziny pracy właściciela)
  • złe relacje z innym zwierzęciem w domu
  • kłótnie w domu
  • zamykanie przed kotem pomieszczeń, do których wcześniej miał dostęp
  • zmiana miejsca zamieszkania
  • wyjazd właściciela
  • podróż
  • wizyta u weterynarza, groomera
  • udział w wystawie dla zwierząt
  • samotność
  • brak przestrzeni (za dużo zwierząt)
  • atak innego zwierzęcia
  • przemoc
  • nuda
  • hałas (odkurzacz, blender, remont sąsiadów, głośna muzyka)
  • nowy członek rodziny (dziecko, partner, zwierzę)
  • nowy przedmiot w domu, a nawet przemeblowanie
  • obcy (goście, listonosz, dostawca jedzenia)
  • brudna kuweta
  • ptaki na zewnątrz (frustracja kota, że nie może ich upolować)
  • śmierć właściciela
  • śmierć towarzysza


Tak jak wspomniałam na początku, koty często nie pokazują, że są zestresowane. Ich ciało przez miesiące, a nawet lata może być w stanie gotowości, cały czas przygotowane do obrony lub ucieczki, jeśli kot ma stały kontakt ze stresującym bodźcem. Tak samo jak my stresując się przy oglądaniu filmu spokojnie siedzimy, kot może tylko przyglądać się jak odkurzamy, podczas gdy jego ciało przygotowuje się do reakcji.


Co dzieje się w ciele naszego kota podczas stresu?


  • rozszerzają się źrenice
  • naczynia krwionośne się skurczają
  • serce zaczyna bić szybciej
  • ciśnienie krwi się podnosi
  • poziom glukozy we krwi wzrasta
  • pobudza się praca jelit
  • mięśnie napinają się
  • pobudza się pęcherz
  • oddech przyspiesza i staje się płytki


To wszystko może się dziać w kocie, gdy ten z pozoru spokojnie siedzi. Taka reakcja organizmu pojawiać się będzie za każdym razem, gdy kot zobaczy lub usłyszy źródło stresu. Kuban ucieka do łazienki często już wtedy gdy zadzwoni domofon, bo wie, że za chwilę drzwi się otworzą i pojawi się w nich ktoś dla niego obcy. Przez miliony lat taki system mechanizmów obronnych pozwalał przetrwać. Mięśnie były przygotowane do działania, płuca przygotowane do wentylacji, ciśnienie krwi się podnosiło, żeby wszystkie organy były gotowe do walki lub ucieczki. To nic, że w naszym domu nie ma realnych zagrożeń. Kot tego nie wie. Przy długiej ekspozycji na stres możemy przestać zwracać uwagę na objawy, ale nie znaczy to, że one znikną. Nasz organizm nadal będzie spięty i gotowy do działania.

Rozpoznanie długotrwałego stresu u kota, nie jest proste, szczególnie jeśli przez dłuższy czas w domu nic się nie zmienia, a kot wygląda na spokojnego. Są jednak objawy, które jesteśmy w stanie zauważyć. Każdej z tych reakcji zaobserwowanych u naszego kota powinniśmy się przyjrzeć dokładniej i jeśli mamy wątpliwości skonsultować to z lekarzem weterynarii. Z pozoru niegroźne objawy mogą mieć poważne skutki.

Objawy stresu u kota


  • mruczenie – kot mruczy kiedy jest szczęśliwy, ale mruczenie może być też dla niego formą samouspokojenia
  • skierowane do tyłu uszy
  • rozszerzone źrenice
  • spocone opuszki – mokre w dotyku, zostawiające ślady na podłodze, meblach
  • brak chęci do zabawy
  • drżenie ciała
  • zaburzenia wydalania, załatwianie się poza kuwetą
  • wymioty
  • nadmierne, nerwowe wylizywanie się lub zaprzestanie mycia
  • nadmierne wypadanie sierści, łupież
  • dyszenie
  • nadmierne drapanie się
  • nadmierne ocieranie się
  • chowanie się
  • spadek apetytu
  • ospałość
  • miauczenie
  • agresja

Musimy jednak pamiętać, że dla każdego kota objawy będą indywidualne. Zestresowany kot wcale nie musi być agresywny i nie musi chować się po kątach. Równie dobrze może łasić się do ludzi, głośno mruczeć i mieć wilczy apetyt. Podkreślę jeszcze raz – musimy być naprawdę wyczuleni na zachowanie naszego kota.

Skutki przewlekłego stresu


Stres dzielimy na krótko i długotrwały. Krótkotrwały stres nie jest groźny dla naszego kota, jeśli źródło stresu znika, lub przestaje być dla kota stresujące (np. przyzwyczai się do nowego domownika) wszystko wraca do normy. Problemem jest, gdy stresor jest obecny w otoczeniu naszego kota bez przerwy, tak jak np. drugi agresywny kot w domu. Dla Kubana głównym problemem, poza wizytami obcych mu osób w domu, jest fakt, że jest przeganiany przez Zośkę. Zocha nie jest w stosunku do niego otwarcie agresywna, ale potrafi przywalić mu łapą kiedy spokojnie ją mija, albo jak mogliście widzieć na instagramie, wychylić się z transporterka i ze spokojem wbić mu pazury w plecy. To wszystko zależy też od osobowości kota, inny by sobie z takim problemem poradził, Kuban jednak przeżywał to coraz bardziej i bardziej, aż doszło do problemów z pęcherzem. Czynniki stresogenne mogą się bowiem przyczyniać do rozwoju zapaleń pęcherza. U Kubana zdiagnozowano SUK, czyli syndrom urologiczny kotów (ang. feline urologic syndrome). Typowe głównie dla kocurów, szczególnie kastrowanych, rudych i rasy perskiej – czyli Kuba mieści się w każdym z tych zakresów.

Przede wszystkim – stres obniża odporność, przez co nasz kot narażony jest na bakterie i wirusy. Takie koty znacznie częściej chorują. Może grozić im na przykład śmiertelnie niebezpieczne zapalenie otrzewnej (FIP). Może prowadzić do rozwoju przewlekłych chorób takich jak alergie, otyłość, cukrzyca, choroby tarczycy, nadciśnienie, problemów z jelitami czy wspomnianych już wcześniej problemów z drogami moczowymi.

Jak zapobiegać długotrwałemu stresowi u kota?


Przede wszystkim musimy zapewnić środowisko przyjazne kotu, w którym będzie się czuł bezpiecznie. Spokojne mówienie do niego, głaskanie i zabawa pomogą rozładować stres i uporać się z nudą. Powinniśmy także zapewnić mu kryjówkę, koty lubią się schować i spać w ciszy, najlepiej jeśli będzie to miejsce niedostępne dla innych. Równie dobrze może to być domek na szczycie olbrzymiego drapaka, jak pudełko ustawione na regale na który kot bez problemu potrafi się wspinać. Ważne, żeby miejsce to było zaakceptowane przez kota. Dobrze, jeśli kot ma również drapak. Zadbajmy o to, żeby kocia kuweta była zawsze czysta i ustawiona w spokojnym miejscu.

Jeżeli wiemy, że ma nastąpić sytuacja, która będzie dla kota stresująca (np. urodziny dziecka, sylwester, przeprowadzka) możemy wcześniej go do niej przygotować. Najlepiej jeśli porozmawiamy o tym z behawiorystą lub lekarzem weterynarii. Na rynku dostępne są kocie feromony, mające działanie uspokajające, w postaci dyfuzorów do kontaktu, rozpylaczy, pasty, tabletek, obroży, kapsułek czy syropów, a także wieloskładnikowe preparaty, które zawierają L-tryptowan i L-teaninę, korzystnie wpływające na psychikę naszych kotów. Jeśli uda nam się ustalić przyczynę stresu, najlepiej ją wyeliminować. Na przykład na jakiś czas zrezygnować z zapraszania gości, których nasz kot nie zna lub nie akceptuje.

Pojedynczych zmian w życiu naszego kota nie jesteśmy w stanie uniknąć, ale ważne jest aby po takiej zmianie zapewnić mu powrót do równowagi i spokoju. Pamiętajmy, że jeśli zapewnimy kotu spokojne, komfortowe warunki życia będziemy się cieszyć jego zdrowiem i życiem znacznie dłużej. Nie można bagatelizować stresu w życiu naszego kota. Musimy mieć świadomość, że zwierzęta stres przeżywają tak samo jak ludzie, a przecież wiemy, że jeśli jest długotrwały prowadzi do destrukcji.


Copyright © 2016 Brakuje Żyrafy , Blogger